Niebinarność - moja historia ⚥
Bycie osobą niebinarną jeszcze pewnie przez długie lata będzie (szczególnie w Polsce) czymś dziwnym, kontrowersyjnym, nieakceptowalnym? Zwał jak zwał... z perspektywy takiej osoby na pewno jest to CIĘŻKIE. Wizja większej ilości płci niż 2 dla przeciętnego człowieka nie mającego styczności ze społecznością LGBT+ jest nietypowa i często nie do przyjęcia... a czasem nawet i ci, którzy tą styczność mają lub nawet sami nalezą potrafią okazywać niechęć dla nas. Trudno jest wytłumaczyć kim jestem, trudno jest mieć jakikolwiek passing. Bo w zasadzie to jaki i w którą stronę? Jeśli jakoś uda mi się wyglądać bardziej męsko wezmą mnie za chłopaka, jeśli będę wyglądać bardziej kobieco- za dziewczynę (co dzieje się o wiele częściej ze względu, że jest to moja płeć biologiczna.) Jednak żadne z tych przypuszczeń nie będzie słuszna. Więc jak mam wyglądać na moją płeć skoro ona "nie istnieje"?! Tak naprawdę ekspresja osób niebinarnych może być dowolna. Podaję wam tutaj takie oczywistości, w razie jakby ktoś czegoś nie wiedział. Jednak jeśli jesteście kompletnie zieloni w temacie to raczej odsyłam do doinformowania się w innych źródłach, gdyż w tym poście chcę skupić się głownie na MOJEJ drodze do odkrycia swojej identyfikacji, odczuwaniu dysforii i tego jak wyglądało i wygląda moje życie w kontekście bycia osobą niebinarną.Zacznijmy od lat bardzo dawnych. Wydaje mi się, że przejawy mojej niebinarności miały miejsce już w czasie wczesnego dzieciństwa (w wieku powiedzmy około 8 lat) kiedy to przez jakiś czas chciałam mieć krótkie włosy "jak chłopak". Później natomiast (w wieku tych 11/12 lat) źle się czułam z wszelkimi pojawiającymi się u mnie oznakami dojrzewania, podczas gdy inni raczej nie mieli z tym problemu... Wtedy jeszcze nie miałam pojęcia skąd u mnie takie, a nie inne odczucia. Po tym dłuugim czasie wydaje mi się, że to już wtedy mogła być jakiegoś rodzaju dysforia. Jednak pierwsze poczucie, że nie chcę być traktowana jak dziewczyna i że może nią wcale nie jestem pojawiły się o ile dobrze pamiętam w wieku 15 lat. Pamiętam jedno takie zdarzenie, z pozoru nic takiego. Zaznaczmy, że już w tamtym czasie wiedziałam, że prawdopodobnie jestem bi i podobała mi się moja przyjaciółka- oczywiście bez wzajemności. W akcie desperacji postanowiłam "zrobić się na chłopaka" wzorując się na osobie,która wówczas jej się podobała. Zrobiłam kilka zdjęć w bluzie, bez makijażu, ze schowanymi włosami. Wtedy pierwszy raz poczułam, że mi się to podoba i w taki wydaniu w jakimś stopniu czuję się sobą...? Pamiętam, że potem chodziło za mną ścięcie włosów, jednak było mi ich trochę szkoda. W roku 2016 zniszczyłam te swoje włosy do takiego stopnia, że chcąc nie chcąc ścięcie ich było jedynym wyjściem XD. Tak też zrobiłam. Pamiętam, że byłam zadowolona z tej zmiany i próbowałam stylizować się bardziej męsko (nieudolnie bo nieudolnie, ale w mojej głowie to miało sens). Jednak nadal nie byłam pewna kim jestem. Miałam w głowie, że pewnie po prostu podoba mi się taki wygląd, a stereotypy płciowe po prostu są nie dla mnie, bo myśląc o "operacji zmiany płci" (oczywiście pamiętajmy, że czegoś takiego wcale nie ma XD, mam tutaj na myśli korektę genitaliów) jakoś nie wydawało mi się, że to coś czego chcę... Dopiero wtedy tak naprawdę wgłębiłam się w tematy transowe. I tak to odkryłam terminy takie jak "bigender" czy też "genderfluid", którym z początku próbowałam się określać myląc identyfikację z ekspresją. Cóż wydawało mi się, że jeśli jednego dnia ubiorę się bardziej męsko, a drugiego kobieco bo tak po prostu chcę to jest tożsamość płynna. Gdy w rzeczywistości cały czas czuje się niezmiennie tak samo. I właściwie do dnia dzisiejszego poza ogólnym określeniem "non-binary" czy "genderqueer" nie umiem dokładnie powiedzieć czy jestem bigender, agender czy jeszcze kimś innym. Więc pozostaje przy wcześniej podanych określeniach i jestem z tym ok. Ale przejdźmy może trochę do tematu dysforii, który wcześniej trochę ominęłam, skupiając się na wyglądzie i określaniu siebie. A więc płaska klatka była, tak jak wspominałam tym czym podświadomie pragnęłam od dzieciństwa. Mój pierwszy binder kupiłam dopiero w tym roku. Wcześniej strasznie się z tym męczyłam żeby wyglądać "w miarę płasko". Rezygnowałam z obcisłych bluzek, które jakby nie patrzeć mi się podobają. Jednak myśląc o sobie w damskich ubraniach moim goal jestem ja z męskim ciałem heh. Niestety na niektóre elementy mojej sylwetki nie mam wpływu, mimo iż nie raz ostro ćwiczyłam ,chciałam przytyć czy coś żeby tylko trochę ją zmienić... za wąskie ramiona, za mały biceps, zbyt widoczna talia, biodra... tego wszystkiego chciałabym się pozbyć. Jednak biorąc pod uwagę wszystkie zmiany jakie zaszłyby we mnie po testosteronie, twierdzę, że nie chcę przyjmować hormonów, które byłyby dla mnie jedynym ratunkiem jeśli chodzi o sylwetkę... jednak mastektomii i histerektomii chętnie bym się poddała jeśli kiedyś udałoby mi się uzbierać pieniądze. Bycie nb jest życiem we wiecznej niepewności, trochę niezdecydowaniu, ciągłych dylematach i rezygnowaniu z jednego na rzecz czegoś innego. Bo bądźmy szczerzy: nigdy nie będę wyglądać męsko czy nawet neutralnie w długich włosach czy mocnym makeup'ie mimo iż takie elementy mi się podobają i cis chłopaki mogą je stosować nadal wyglądając męsko. Obwinianie się za to kim jestem czy nawet próby "przejścia" na którąś stronę występowały u mnie niejednokrotnie. Mimo iż rozumiem, że tak się po prostu nie da, a to kim jestem to nie moja wina ani wymysł. Do ludzi, którzy twierdzą, że bycie osobą niebinarną czy transpłciową (binarną) to wymysł itd... myślicie, że naprawdę sami zdecydowalibyśmy się na znoszenie tych wszystkich okropnych uczuć związanych z tym faktem, wydawali pieniądze na korekty i przede wszystkim nastawiali się na hejt ze strony nietolerancyjnych ludzi na własne życzenie?!... bo naprawdę na palcach jednej ręki mogę zliczyć ludzi, którzy mnie akceptują i rozumieją. Czy czasem ukrywam to kim jestem? Oczywiście. Jako taki coming-out do bliskich osób czy w mediach społecznościowych mam już za sobą, ale w otoczeniu wielu osobom o tym nie mówię, bo wiem, że i tak nic to nie da, a nawet mogę stać się dziwadłem, któremu stale będą zadawać pytania... mimo, że nie mam z tym problemu i jeśli widzę otwarcie osoby, to chętnie wytłumaczę jej co i jak, ale jeśli ktoś próbuje udowodnić mi, że "jestem dziewczyną" jakkolwiek śmiesznie to nie brzmi to już nie jest fajne. Bo jak ktoś mówi, że coś go boli to chyba nie próbujecie wmówić mu, że wcale tak nie jest i tylko mu się wydaje, no nie? A więc właśnie, takie rzeczy po prostu się wie i czuję. I owszem, tożsamość płciowa może być źle "zdiagnozowana" (mam tutaj na myśli samą osobę, nie lekarza, to zupełnie inna sprawa) i czasem dzieję się tak, że ktoś przez kilka dobrych lat czuł, że jest np. osobą transpłciową, a potem okazuje się, że jednak jest cis (zdarzają się przecież nawet detranzycje), ale to nie znaczy, że komuś ta płeć się "zmieniła", "znudziła" czy inne z takich rzeczy. Tak samo jest zresztą z orientacją. Warto pogodzić się ze swoją przeszłością jakakolwiek by ona nie była i przede wszystkim poczekać z coming-outem, jeśli sami jeszcze nie jesteśmy pewni. Albo po prostu mówić, że nie jesteśmy pewni. To żaden wstyd.
Wyszłam trochę z tematu, ale wiem, że ten post może dotrzeć do różnych osób (i mam nadzieję, że dotrze do jak największej liczby bo to ważny temat ;)) więc powiedziałam tu trochę o wszystkim. Z wyjątkiem właśnie tłumaczenia podstawowych pojęć, bo akurat tego jest w necie od groma. Musicie tylko chcieć i być otwarci na "nowości" (oczywiści nowości dla was, bo osoby niebinarne, transpłciowe itd istnieją od tysięcy lat, wbrew przekonaniu niektórych, że to trend ostatnich lat :D).
Przy okazji zamieszczę wam tutaj LINK do mojego filmiku na yt, który jest bardzo w temacie.
A jeśli macie jakieś pytania/sugestie itd możecie anonimowo pisać na TELLONYM
Dziękuję tym, którzy dotarli do końca. Musicie wiedzieć, że takie otwieranie się, mówienie o tym co się czuje i czuło nie jest łatwe. To jest o wiele trudniejsze niż samo powiedzenie kim się jest.
Pozdrawiam i do następnego ;)

Komentarze
Prześlij komentarz