Strach przed życiem i zmianami...

Niektórzy wszelkie nowości, zmiany w życiu przyjmują bez większego lęku i obaw... ja odkąd pamiętam nienawidziłam jak w moim życiu następowały jakieś przełomowe zmiany, a może "nienawidziłam" to złe słowo- po prostu się ich bałam, nawet kiedy to były moje wybory i sama tego chciałam. Z wiekiem mam wrażenie mój strach przed... życiem (bo tak to można nazwać) tylko się pogłębiał i kiedy ludzie z entuzjazmem mówili, że przecież nie ma się czym przejmować i że czeka mnie jeszcze tysiące zmian szkół miejsc pracy, zamieszkania itd mnie zawsze ogarniał strach już na samą myśl. Przy początkach i końcach znajomości mam podobnie, po prostu za bardzo nie lubię poznawać nowych ludzi, a tym bardziej nie cierpię kiedy ktoś ode mnie odchodzi, nawet jeśli nie byliśmy dla siebie jakoś ważni. Zawsze mam to przeczucie, że to we mnie jest coś nie tak.
Pierwszą taką poważną zmianą w moim życiu, której pamiętam, że bardzo się bałam było pójście do gimnazjum... miałam zaledwie 13 lat i mimo iż w podstawówce też doświadczałam niemiłych rzeczy to samo przeniesienie się z małej szkoły we wsi do miasta było dla mnie ogromnym stresem. Poszłam
wtedy do klasy z 3 osobami, które znałam (o ile dobrze pamiętam) i tak jak się tego spodziewałam reszta kontaktów z byłej szkoły po prostu wygasła. Z czasem oczywiście nabyłam jakieś nowe. Nigdy nie byłam towarzyska, miałam swoje małe grono znajomych (czasem nawet przyjaciół), a przez innych nie raz byłam nawet wyśmiewana, chociaż nigdy nie wchodziłam nikomu w drogę. Ten schemat małej grupki znajomych w klasie i tracenia ich po skończeniu danej szkoły (o ile nie szliśmy dalej do tej samej) utrzymywał się przez cały czas. Zawsze było to dla mnie niezrozumiałe. Dopiero kończąc liceum byłam już świadomie na to nastawiona i nawet cieszyłam się, że odetnę się od wszystkich. Mam jedną bliską osobę, z którą poznaliśmy się w szkole, ale to zupełnie inna sytuacja.
Przy stopniach znajomości "pogadamy sobie przy okazji" jest zazwyczaj tak jak opisałam wyżej.
Jeśli chodzi o mój strach przed życiem i przyszłością jest z wiekiem tylko gorzej i coraz trudniej mi znaleźć sobie miejsce i wyobrazić sobie siebie w sytuacji gdzie mieszkam sama, pracuje na pełen etat itd mimo iż robię się już "stara" i ta presja przychodzi do mnie sama. A pomyśleć, że jeszcze te kilka lat temu myślałam, że to wszystko nastąpi zaraz po skończeniu 18 lat (bądź po skończeniu liceum), z czasem coraz mniej w to wszystko wierzę, mniej od siebie wymagam i coraz bardziej czuję, że się po prostu nie nadaję, że sobie nie poradzę. Życie mnie przerasta. Mając jakiekolwiek zobowiązania czuję presję, nie umiem skupić się na tym co pozytywne w życiu... druga prawda, że tych rzeczy nie ma za wiele. Pozostaje tylko albo mieć nadzieję, że jeszcze zmieni mi się to podejście (chociaż szczerze w to wątpię) albo po prostu ignorować swoje odczucia i robić to co trzeba... cóż życie pokaże.
Trzymajcie się. ♡


Komentarze

Popularne posty