Czy zima zniknęła z mojego serca?
Zawsze uważałem wiosnę za moją ulubioną porę roku, nie tylko ze względu na cieplejszą temperaturę na dworze czy pięknie kwitnące kwiaty (chociaż to oczywiście) też, ale również jak to wszystko oddziałuje na mnie i moje życie. Może zabrzmieć to głupio, ale co roku wraz z przyjściem wiosny czuję jakąś nową energię, wychodzę chociażby chwilowo z życiowego dołka i najczęściej wtedy dzieją się jaieś pozytyne rzeczy. Chociażby moje urodziny (20.03 czyli pierwszy dzień astronomicznej wiosny), które od paru dobrych lat mogę powiedzieć, że były naprawdę udane, spędzone z tym kim chciałam i w jaki sposób planowałam. Związek z chłopakiem, który zaraz będzie mieć 5 rocznicę zaczął się wiosną (12.04), a w tym roku mam wrażenie, że moje relacje z ludźmi zaczęły się poprawiać. Mam już poważną ofertę pracy i możliwe, że zacznę jeszcze w tym miesiącu. I chociaż trochę się obawiam to jednocześnie ciesze się, że w końcu po tylu latach bycia "w jednym miejscu" coś się zmieni. O dziwo mam w sobie nadzieję, że wszystko jeszcze zacznie się układać. Owszem- gorzych chwil jest wiele, nawet w ostatnich dniach miałem kilka "napadów" panikii, histerii, płaczu, nie wiem jak to nazwać. Kłłotnie z ludźmi w domu i chęć rzucenia wszystkiego przez drobne niepowodzenia, nawet brak chęci dalszego życia, ale nadal uważam, że jest lepiej niż było. Styczeń i luty (a nawet grudzień) to były dla mnie trudne miesiące, mam wrażenie jakbym ten czas po prostu stracił, taka trochę dziura w życiorysie, nie wiem jak to wyjaśnić. Wiele emocji, myśli... więcej o tym w poście "Powoli wszystkich tracę i marnuję sobie życie...." a wraz z nadejściem marca wszystko powoli zaczęło się układać. Poczułem, że mogę jeszcze wszystko odzyskać, nabrałem siły. Nawet włosy zmieniłem na takie jak w sumie chciałem od dawna. I chociaż nie wierzę w to całe gadanie nowy włosy = nowy etap w życiu czy jakoś tak, to wszystko zależy od naszej intrepretacji. Dla mnie może to być symbol zakończenia czegoś i takie drobne zmiany mogą pomóc się zmotywować. Z ćwiczeniami i zdrowm trybem życia też na razie idzie dobrze, o dziwo nawet przez ten czas załamania się nie poddałem. Teraz jakoś minie rok jak zacząłem regularnie ćwiczyć, uczę się przygotowywać zdrowe posiłki. Trzymam się wyznaczonych celów. Jednym z nich było chodzenie na spacery chociaż te 2 razy w tygodniu i jestem dumny, że utrzymywałem to mimo toczenia się w zaspaniach po nieodśnieożonych chodnikach haha. Teraz powinno być tylko łatwiej. Coraz cieplej, dłużej widno. Trochę się boję zmiany trybu życia jak zacznę pracować, bo mam już to wszystko ogarnięte, a tutaj znowu będzie się trzeba przestawić na coś innego, nie wiem jak to będzie ze snem, ze stresem itd. Ale myślę, że o swoich wrażeniach napiszę jak już bedę mieć za sobą chociaż kilka pierwszych tygodni. Chcę trzymać się swoich nawyków i o to będę walczył (sam ze sobą), żeby nie popaść w życie polegające tylko na pracy, spaniu i powtarzaniu tych czynności. Ten etap już kiedyś przeszedłem w szkole, ale liczę na to, że teraz tak nie będzie. Na początku będę pracować na pół etatu czyli czasu nadal zsotanie mi teoretycznie dość sporo. Jednak zawsze uważałe, że jest mi jakoś trudniej niż innym ludziom, że jestem psychicznie słabszy i gorzej sobie radzę ze zwykłymi czynnościami, potrzebuję więcej czasu na odreagowanie, odpoczynek i podziwiałem ludzi, którzy w codziennym biegu znajdują czas i siłę na swoje zajęcia. Może to kwestia przyzwyczajenia i dam radę, ale mam też tą świadomość, że jeśli nie dam z czymś rady zawsze mogę zrezygnować, ustalić co jest dla mnie ważniejsze itd. Nie mam tak naprawdę nic do stracenia. Ostatnie 2 dni to było kolejne załamanie. Czułem się naprawdę tragicznie. Czułem się winny, że zniszczyłem to co udało mi się odzyskać przez ostatnie miesiące, czyli minimalną nadzieję i chęć do życia. Ale wiem, że jeszcze nie raz tak będzie i nie mogę się poddawać. Mam przy sobie to co najważiejsze czyli "Moich Ludzi", których kocham, lubię, jestem do nich przywiązany. Jak myślę o moim odejściu z tego świata, bo nie będę ukrywać, że takie myśli się pojawiały to nie mogę znieść myśli, że miałbym ich zostawić, że niektórych nigdy nie spotkam itd. Mam nadzieję, że mimo wszystko sobie poradzę i za jakiś czas znowu będę mógł powiedzieć, że pokonałem swoje słabe strony i mogę być z siebie dumny. Takie w miarę możlwiości optymistyczne zakończenie, bo kiedy zączałem pisać ten post naprawdę czułem się chyba najlepiej od początku tego roku, a potem najgorzej od baardzo długiego czasu. Wiadomo, że to się potrafi bardzo szybko zmienić i gdzie jak gdzie, ale tutaj nie ma sensu tego ukrywać. Pozostaje czekać na to, co czas przyniesie dalej...


Komentarze
Prześlij komentarz